wtorek, 21 lutego 2017

styczniowe denko

Zapraszam na kolejną odsłonę denka :)

Na początek pielęgnacja ciała:




1. YOPE - Wanilia & cynamon - mydło w płynie
Na pewno dobrze już znacie te naturalne mydła - są łagodne, nie podrażniają skóry, mają przyjemne, delikatne zapachy, są wydajne...same plusy :) Wersja o zapachu wanilii i cynamonu jest jak dotąd moją ulubioną, jest to ciepły, subtelny zapach wanilii, cynamon jest wyczuwalny tylko nieznacznie.

2. Bath & Body Works - Sweet Cinnamon Pumpkin - żel pod prysznic
Lubię te jesienne, dyniowe serie BBW. Tutaj mamy klasyczny, dyniowy zapach z odrobiną cynamonu i czymś mydlanym, co nadaje całości świeżości. Opis może nie zachęca, ale używało się go bardzo przyjemnie jesienią :)

3. Bath & Body Works - Maui Mango Surf - żel pod prysznic
Tu już bardziej egzotyczny, letni zapach. Mango to jeden z niewielu owoców, których zapach lubię w kosmetykach. Tutaj występuje w wersji dość słodkiej i mdłej, całość przyjemna, ale szybko mi się znudził.

4. Balea - była to limitowany żel-przypominajka, czyli powrót makaronikowego żelu o zapachu migdała i wiśni (pamiętacie, kiedyś był na nie szał?). Miło było wrócić do tego zapachu, choć już nie zachywicł tak, jak za pierwszym razem.

5. Lush - Rose Jam - żel pod prysznic
Kolejne, już niestety ostatnie w moich zapasach, opakowanie żelu o zapachu różanej marmolady z odrobiną cytrusów. Intensywny, rozgrzewający i bardzo realistyczny zapach, idealny na zimowe wieczory :)
RECENZJA



1. Femma Everyday - Ultra-Soft płyn do higieny intymnej
Mój ulubiony płyn od jakiegoś czasu. Ma dobry skład, zawiera łagodne składniki myjące i sporo naturalnych ekstraktów, jest bardzo delikatny i po prostu dobrze spełnia swoją rolę.

2. Balea - Oriental Flower - żel do golenia
Już wiecie, że to moje ulubione żele do golenia, jak dotąd nie znalazłam lepszych. Nie spływają, dobrze trzymają się skóry i znacznie ułatwiają proces golenia. I przede wszystkim - zero podrażnień!
Wersja Oriental Flower nie jest może moją ulubioną, zapach był dość duszący, chyba wolę wersję grejpfrutową.

3. Phenome - Smoothing Body Elixir - Red Tea
Podobnie jak inne balsamy Phenome, ten również zaskakująco dobrze nawilżał przy tak lekkiej, niemal lejącej konsystencji. Miał przyjemny, roślinny zapach i pozostawiał skórę gładką i dobrze nawilżoną.


Czas na pielęgnację twarzy:



1. Nuxe - Aroma-perfection - oczyszczający żel do mycia twarzy
Bardzo dobry, podstawowy żel do mycia twarzy, który dobrze oczyszcza bez efektu przesuszenia skóry. Jest przy tym wydajny i często można go upolować w dobrej cenie w SuperPharm.
RECENZJA

2. Phenome - Calming Blemish Cleanser
Polubiłam go, choć nie aż tak bardzo, jak wersję Complete do cery z problemami...ten przyjemnie oczyszcza i odświeża, jest delikatny. Niektórych może drażnić specyficzny jabłkowy aromat, który przypomina cydr, ale mi nie przeszkadza. Mogliby trochę popracować nad opakowaniem - podczas naciskania pompki zawsze coś tam wycieka bokami i potem całe opakowanie się lepi...

3. Bioderma - Sensibio H2O - płyn micelarny
Nic dodać, nic ująć - to po prostu mój niezbędnik, który zawsze musze mieć w łazience. Nic tak dobrze nie zmywa makijażu oczu.

4. Tołpa dermo face physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Był ok, ale na pewno nie był tak delikatny i skuteczny jak Bioderma. Po przeliczeniu cena też nie jest korzystniejsza, więc pozostanę przy sprawdzonej Biodermie.


I włosy:



1. Ziaja - naturalna oliwkowa maska do włosów regenerująca
Maski Ziaji sprawdzają się dobrze do wygładzenia i ujarzmienia włosów, nie obciążają przy tym, o ile oczywiście nie przesadzimy z ilością nakładanego kosmetyku. Nie jest to maska, która poprawi stan naszych włosów czy rozwiąże jakieś problemy typu wypadanie, ale na pewno sprawdzi się jako codzienna odżywka, szczególnie w okresie, gdy włosy zaczynają się puszyć i ciężko je okiełznać. Zapach taki sobie, choć nie był nieprzyjemny.

2. Apis - Maska błotna do włosów
Po raz pierwszy miałam do czynienia z kosmetykiem do włosów z zawartością glinki. Efekty nie do końca mnie zachwyciły...Z jednej strony włosy naprawdę ładnie się błyszczały i nie puszyły, z drugiej - ta maska niezbyt ułatwiała rozczesywanie i nie nawilżała wystarczająco.

3. Pat & Rub - Szampon - Łagodność, blask, wzmocnienie
Ten szampon zdecydowanie trafia do ulubieńców. Delikatnie, ale skutecznie oczyszczał włosy, miał piękny, świeży zapach, pienił się bardzo dobrze jak na kosmetyk naturalny, nie powodował łupieżu ani swędzenia...Na pewno będzie powrót.

4. Planeta Organica - mydło prowansalskie do włosów i ciała
Służyło mi do głębszego oczyszczania włosów raz na jakiś czas oraz do masażu ciała z rękawicą kessa - w obu przypadkach sprawdziło się bardzo dobrze. Do tego miałam je ponad rok a więc wydajność zabójcza.





1. Manufaktura - ogórkowy krem do rąk
Zakupiłam kilka kosmetyków tej marki będąc w Pradze, spędziłam naprawdę sporo czasu w ich sklepie :) Ten krem pachniał świeżym ogórkiem, dobrze nawilżał, choć był raczej z gatunku tych lekkich. Mam w zapasach inną wersję zapachową.

2. Tołpa botanic - czarna róża - odżywczy krem-kokon do rąk
Seria Czarna Róża charakteryzuje się naprawdę ciekawym, trudnym do określenia, ale na pewno bardzo kobiecym zapachem. Używałam go z przyjemnością, choć nie był aż tak mocno nawilżający, jak sugeruje nazwa.

3. Bath & Body Works - Turquoise Waters - żel antybakteryjny
Świeży, delikatny, morski zapach kojarzący się z latem i wakacjami.

4. Bath & Body Works - Cherry Almond Shortbread- żel antybakteryjny
Uwielbiałam używać go zimą - pachnie wiśnią, lukrecją, ciasteczkami...Na pewno pobudzał apetyt na słodkości ;)





1. Pat & Rub - ekoAmpułka 3 - cera naczynkowa
Serum przeznaczone do cery naczynkowej. Miało bardzo dobry skład, dobrze się wchłaniało, nie podrażniało i nie zapychało. Stosowałam je jako serum na noc. Niestety, trudno mi powiedzieć, czy w ogóle zadziałało...Poza lekkim nawilżeniem nie zauważyłam żadnych szczególnych efektów.

2. Phenome - 24-Hour Moisturizing System
Kolejna miniaturka tego kremu nawilżającego. Jest cudowny - w sekundę koi wszelkie podrażnienia, idealnie nawilża a przy tym nie natłuszcza, pozostawia skórę mięciutką i gładką, nadaje się i na noc, i pod makijaż. Kusi mnie zakup pełnowymiarowego opakowania, na pewno mogę polecić posiadaczkom cery suchej i tym z Was, które okazjonalnie zmagają się z przesuszeniem czy podrażnieniami.

3. Golden Rose - zmywacz do paznokci
Mój numer 1 w kategorii zmywaczy, zmywa lakier w tempie ekspresowym, nie rozmazuje lakieru, nie przesusza skórek....Zdecydowanie będzie powrót.





1. Max Factor - Clump Defy - tusz do rzęs
Bez zachwytów...Nie wiem, czy trafił mi się jakiś wyschnięty egzemplarz, ale ten tusz w ogóle nie przedłużał rzęs, podkreślaj je raczej średnio i trochę jednak sklejał...

2. La Biosthetique - Intensive SPA Mask
Dostałam kilka próbej tej maski oraz szamponu z tej serii podczas ostatniej wizyty u fryzjera. Na ogół jestem uprzedzona do takich profesjonalnych specyfików, ale....muszę przyznać, że włosy układały się i wyglądały pięknie po zastosowaniu tych kosmetyków, do tego nie były ani trochę obciążone. I pięknie pachniały :) Nie wykluczam, że kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie, może nie do stosowania na co dzień, ale np. przed wyjściem...

3. Sisley - Radiant Glow Express Mask
Kolejne zaskoczenie - niby taka sobie maseczka z glinką (za zawrotną cenę), ale jednak działa cuda...Pięknie rozświetla i wygładza cerę, zmniejsza widoczność porów, goi wszelkie niedoskonałości...Może kiedyś się skuszę :)


To już wszystkie zużycia z poprzedniego miesiąca, znacie, lubicie? :)

poniedziałek, 6 lutego 2017

denko cz. 3 - pielęgnacja ciała

Czas na ostatnią część zbiorowego denka z kilku ostatnich miesięcy, tym razem czas na kosmetyki do pielęgnacji ciała. Zapraszam! :)




1. Alverde - Minze & Bergamotte - żel pod prysznic o zapachu mięty i bergamotki. Żele Alverde to jedne z nielicznych naturalnych żeli pod prysznic o przyjemnej konsystencji (nie glutek!) i zapachu. Są łagodne dla skóry a ten zapach wyjątkowo dobrze sprawdzał się w ostatnie ciepłe dni minionego roku :)

2. Bath & Body Works - Country Chic
Jeden z moich ulubionych zapachów BBW, kojarzy się z latem i słońcem i jest przy tym niebanalny. Lubię i pewnie kiedyś wrócę :)

3. Balea Sweet Smoothie - kremowy żel pod prysznic o genialnym zapachu serniczka z aromatem cytrynowym. Szkoda, że zapach jest dość słabo wyczuwalny i opakowanie nie do końca praktyczne, ale i tak używało się przyjemnie.





1. Bath & Body Works - Pinita Colada - żel pod prysznic
Bardzo przyjemna nowość od TBS, żel pachnący Pina Coladą (ale więcej w nim ananasa niż kokosa), gęsty, kremowy, ale dobrze rozprowadza się po skórze. Polecam całą serię!

2. The Body Shop - Fuji Green Tea - żel pod prysznic
Seria Fuji Green Tea pachnie świeżo-herbacianie, bardzo udany zapach, choć raczej na ciepłe dni niż na zimę - o ile oczywiście dopasowujecie zapachy do aury za oknem ;)

3. Lush - Rose Jam - żel pod prysznic
Kolejna butelka mojego ukochanego żelu o zapachu marmolady różanej. Genialny!




1. Green Pharmacy - rumianek lekarski - mydło w płynie
Mydła GP są godne polecenia, wydajne, mają przyjemne, ziołowe zapachy, dobrze oczyszczają bez nadmiernego wysuszenia. Lubię do nich wracać :)

2. Balea - Liebesvoll - mydło do rąk o zapachu słodkiego jabłka
Opakowanie cieszyło oko, ale sam zapach mydła nie powalił, nieokreślony, jabłkowy zapach, poza tym trochę wysuszało skórę.

3. Isana - mydło do rąk o zapachu rabarbaru
Bardzo miło je wspominam, bardzo realistycznie pachniało rabarbarem, miało przyjemną konsystencję i kolor, nie wysuszało. Mam nadzieję, że ta wersja zapachowa jeszcze kiedyś wróci :)



1. Balea - Pink Grapefruit & Frische Kick - żele do golenia
To zdecydowanie moje ulubione żele do golenia, bardzo ułatwiają całą procedurę, zapobiegają podrażnieniom, ładnie pachną, nie spływają, są wydajne i niedrogie...

2. AA Intymna - Baby Girl - emulsja do higieny intymnej
Wybrałam tę wersję ze względu na brak SLES-u. Była łagodna i wydajna, mogę polecić :)




1. Vichy - antyperspirant
Komentarz zbędny - używam go od lat i na razie nie planuję zmienić na nic innego. Eksperymenty z naturalnymi dezodorantami nie przekonały mnie do zmiany, choć chętnie znalazłabym jakąś zdrowszą alternatywę...Skuteczność nadal jest jednak dla mnie priorytetem w tej kwestii.

2. Bath & Body Works - Papaya Sunset - żel antybakteryjny
Te żele zawsze mam w torebce. Wersja Papaya Sunset była bardzo udana, zapach przypominał egzotyczny koktajl :)




1. The Body Shop - Pinita Colada - masło do ciała
Zapach Pina Colady z przewagą ananasa nad kokosem, w porównaniu do innych maseł The Body Shop, ta wersja jest średnio gęsta, na pewno nie przypomina zbitej konsystencji masła z linii Shea czy Cocoa Butter, ale nie jest też najlżejsze. Bardzo przyjemnie używało mi się go latem, choć w te najbardziej upalne dni było odrobinę za ciężkie.

2. Phenome - Revitalizing Body Balm
Konsystencja i nawilżenie typowe dla innych balsamów Phenome, czyli zaskakująco dobra moc nawilżenia przy lekkiej, wręcz wodnistej konsystencji. Świeży, roślinny, herbaciany aromat bardzo przypadł mi do gustu. Być może kiedyś skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.




1. Natura Estonica bio - Purple Acai Body Scrub
Solny peeling do ciała o zapachu owocowych landrynek. Polubiłam go za dobrą moc ścierania i brak tłustej warstwy przy jednoczesnym braku efektu wysuszenia. Preferuję peelingi cukrowe (solne lubią podrażnić tu i ówdze), ten jednak przypadł mi do gustu.

2. The Body Shop - Smoky Poppy - peeling do ciała
Tutaj mam mieszane uczucia. Moc ścierania określam jako przeciętną, zapach był specyficzny - mydlano-perfumowy, do tego peeling pozostawiał jakąś dziwną, tłustawą warstwę...



1. Pat & Rub - balsam do stóp z trawą cytrynową i kokosem
Jeden z lepszych kremów do stóp, jakie miałam. Stosowany regularnie zapewnia miękką i nawilżoną skórę stóp. Opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne. Nie jestem wielką fanką zapachu serii relaksującej (jest trochę mdła, poza tym trawa cytrynowa+kokos to dla mnie połączenie charakterystyczne dla kuchni tajskiej, nie dla kosmetyków), ale w przypadku balsamu do stóp przeważają świeże nuty, więc nie było źle.

2. Palmer's - Coconut Oil Formula - krem do rąk z kokosem
Był to kokos w wersji "surowej", niezbyt słodkiej, co uważam za plus. Bardzo dobrze nawilżał dłonie, był może odrobinę zbyt treściwy do stosowania w ciągu dnia, ale na noc sprawdzał się idealnie. Polecałabym go też na zimę czy do bardzo suchej skóry dłoni.


poniedziałek, 26 grudnia 2016

mega denko na koniec 2016 roku: włosy

Dziś zapraszam na część drugą denkowego postu, w której zaprezentuję Wam zużyte kosmetyki do pielęgnacji włosów.



1. L'biotica Biovax Orchid - Intensywnie regenerujący szampon - Białe Trufle & Orchidea
Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym szamponem.Piękny zapach, który znałam już z maseczki z tej samej serii, delikatne, ale skuteczne oczyszczanie, kremowa piana, brak podrażnienia czy przesuszenia...Używałam go z przyjemnością :)

2. Natura Siberica Loves Estonia - szampon regenerujący 
Początkowo bardzo go lubiłam - delikatnie oczyszczał włosy, miał delikatny, świeży zapach, dobrze się pienił. Po dłuższym stosowaniu zaczęło się jednak pojawiać swędzenie skóry głowy, czyli jednak nie był aż tak łagodny. Włosy szybciej traciły też świeżość. Nie miałam tego problemu w przypadku szamponu Biovax.




1. Planeta Organica - Mydło prowansalskie do włosów i ciała
Naturalne mydło w formie żelowej, które zużywałam przez ponad rok. Było bardzo uniwersalne - myłam nim włosy raz na 7-10 dni dla głębszego oczyszczenia, stosowałam do peelingu ciała z rękawicą kessa, używałam też do mycia pędzli. Sprawdzało się bardzo dobrze, choć zapach miało dość specyficzny, przypominał właśnie zioła prowansalskie ;)

2. L'biotica Biovax - Odżywka pielęgnacyjna BB - Bambus & Olej Avocado
Była to moja dyżurna odżywka do codziennego stosowania. Sprawdzała się bardzo dobrze, ponieważ wystarczyło nakładanie dosłownie na minutę i po spłukaniu włosy były wygładzone, rozplątane i zabezpieczone, do tego ładnie się błyszczały. Trzeba było jednak uważać z ilością i dobrze spłukiwać, w przeciwnym razie mogła obciążyć włosy.




1. Schwarzkopf Gliss Kur - Serum Deep-Repair - Maska intensywnie regenerująca
Sama raczej nie kupiłabym tego kosmetyku, nie zachwyca składem, są to głównie silikony i inne substancje filmotwórcze plus zapach. Otrzymałam go jednak na konferencji Meet Beauty, więc dałam mu szansę i... polubiliśmy się. Włosy były wygładzone, zdyscyplinowane, błyszczące, ale nie obciążone - zachowywały objętość. Na pewno przy codziennym stosowaniu przez dłuższy czas maska mogłaby zacząć obciążać włosy, ale stosowana raz w tygodniu sprawdzała się naprawdę świetnie. Do tego pozostawiała przyjemny zapach na włosach, który utrzymywał się dość długo.

2. Receptury Babuszki Agafii - maska łopianowa
Przyznam, że kiedyś robiła na mnie większe wrażenie, byłam nią zachwycona. Tym razem sprawdzała się jak przeciętna odżywka - nie obciążała, trochę ułatwiała rozczesywanie, ale nic poza tym. Nie wiem, czy to kwestia zmiany wody, czy to z moimi włosami coś się stało, ale nie byłam nią już tak zachwycona.
RECENZJA

To już wszystkie zużycia włosowe, wkrótce pojawią się zużyte kosmetyki do pielęgnacji ciała, zapraszam! :)

niedziela, 25 grudnia 2016

zbiorowe denko na koniec 2016 - twarz

Po dłuuugiej przerwie powracam do blogowania i zapraszam na mój ulubiony typ posta, czyli....denko :)




1. Bioderma Sensibio H2O - płyn micelarny - mój ukochany płyn micelarny, skutecznie i szybko pomaga pozbyć się makijażu oczu, jest łagodny, ma krótki i prosty skład, kupowany w promocji jest bardzo ekonomiczny - chyba nieprędko go zdradzę :)

2. The Body Shop - Camomile Gentle Eye Make-Up Remover - płyn do demakijażu oczu, który kiedyś bardzo lubiłam. Ostatnio zakupiłam go ponownie na promocji -50% i okazuje się, że albo zmienili skład, albo moje oczy stały się bardziej wrażliwe, ponieważ teraz odczuwam pieczenie podczas zmywania nim makijażu :( Nadal jest skuteczny, ale jednak powinien być też łagodny...
RECENZJA



1. Phenome - Complete Blemish Cleanser - ostatnio jest to mój ukochany żel do mycia twarzy. Dobrze oczyszcza, przyczynia się do poprawy stanu cery a przy tym jest łagodny. Bardzo dobry, naturalny skład, przyjemny, ziołowy, świeży zapach, dość wydajny. Będzie powrót :)

2. Ahava - Time to Clear - Refreshing Cleansing Gel - Zakupiłam go przy okazji jakiejś sporej promocji na, normalnie dość drogie, kosmetyki marki Ahava, Skład nienajgorszy, brak SLES, dobrze oczyszczał, ale niestetym odrobinę też wysuszał, choć nie było bardzo źle. Mimo wszystko, oczekuję trochę więcej od kosmetyku za tę cenę. Był raczej przeciętny.

3. Pat & Rub - Tonik - Tonik o świetnym składzie, nie zawiera gliceryny i składa się głównie z wód roślinnych (różanej, rozmarynowej i lawendowej) oraz wyciągu z rumianku. Tonizuje i koi skórę, nie pozostawia żadnej warstwy, Zużyłam 3 buteleczki i pewnie będą kolejne :)


1. Avene - emulsja z ochroną przeciwsłoneczną SPF 50 o suchym wykończeniu - dawniej stosowałam podobny produkt z La Roche Posay, natomiast postanowiłam wypróbować coś innego i jestem bardzo zadowolona. Emulsja Avene również nie przetłuszcza skóry, jest lekka i nie wzmaga świecenia się cery, ale jest przy tym znacznie bardziej płynna i lepiej się rozprowadza, w przeciwieństwie do dość suchego i gęstego specyfiku LRP.

2, Alpha-H Liquid Gold - mój święty Graal, jedyna rzecz, która trzyma moją cerę w ryzach, ogranicza powstawanie zaskórników i niespodzianek a przy tym nie powoduje przesuszenia czy podrażnienia. Na pewno będzie powrót.
RECENZJA




1. My Scheming - Cactus Essence Hydrating Black Mask
Bardzo polubiłam te czarne maski w płacie. Struktura jest nieco inna od tych z My Beauty Diary - jest to grubszy, ale też bardziej elastyczny i mięsisty materiał, który lepiej przylega i trzyma się skóry. Dobrze nawilża i odżywia skórę.

2. MediHeal - N.M.F. Aquaring Ampoule Mask - obecnie jest to moja ulubiona maska w płacie, świetnie nawilża i wygładza skórę, rozświetla ją i odżywia a efekty widoczne są jeszcze na drugi dzień po użyciu, skóra po prostu wygląda lepiej.



To już wszystkie zużycia z kategorii pielęgnacja skóry twarzy, wkrótce kolejne części mega denka :)


niedziela, 18 września 2016

sierpniowe denko

Zapraszam na przegląd zużytych kosmetyków z sierpnia :)



1. Rituals Hammam Delight - pianka pod prysznic
Pianki Rituals mają niesamowicie przyjemną konsystencję i piękne, intensywne zapachy. Wersja Hammam Delight jest chyba moją ulubioną, pachnie eukaliptusem i rozmarynem (tak, że przeczyszcza zatoki :P) i w łazience pachnie tak, jak zapewne pachnie w tureckiej łaźni. Polecam :)

2. Bath & Body Works - Cucumber Melon - choć żele BBW bardzo lubię, to niestety ten zapach nie był do końca mój. Ogórek i melon to zapachy idealne na lato, ale jednak po raz kolejny muszę przyznać, że nie jestem fanką melona w żadnej formie ;)

3. Ziaja Intima - kremowy płyn do higieny intymnej
Przyjemny, świeży zapach i duża wydajność, ale to jednak nie to. Robił to, co miał robić, ale lepiej sprawdzają się u mnie delikatniejsze płyny bez SLES.




Hurtowo skończyły się trzy mydła w płynie...

1. Barwa - mydło w płynie zielona oliwka - przyjemny, świeży zapach, dobre właściwości myjące, ani nie przesuszał, ani nie pielęgnował. Poprawne.

2. Luksja Creamy - nawilżające mydło w płynie - linen & rice milk
To zdecydowanie ulubieniec z całej trójki. Bardzo przyjemny, delikatny zapach, mydło w ogóle nie przesuszało i miało świetną, kremową konsystencję.

3. Ziaja - Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą - mydło do rąk w żelu
Pachnie świeżo, cytrusowo. Trochę przesusza skórę, ale stosowałam je w roli mydła kuchennego i świetnie radziło sobie z usuwaniem nieprzyjemnych zapachów i tłuszczu.



1. Femma everyay - Ultra-Soft płyn o higieny intymnej
Ten płyn sprawował się dużo lepiej, był bardzo delikatny i działał łagodząco. Zakupiony w części aptecznejw SuperPharm.

2. The Body Shop - Pinita Colada - kremowy scrub do ciała
Obawiałam się, że będzie bardzo delikatny (drobinki są głównie pochodzenia roślinnego, nie znajdziemy w nim cukru czy soli), ale przy tej swojej delikatności świetnie wygładzał skórę, po użyciu tego scrubu była jak wypolerowana :) Kolejny plus to nieziemski zapach - idealny dla fanek pina colady ;)

3. Organique - Spa & Wellness - Kozie Mleko & Liczi - Masło do ciała
Gęste, kremowe, ale lżejsze od wersji żurawinowej (KLIK).
RECENZJA





1. Tołpa dermo face rosacal - żel micelarny do mycia twarzy i oczu
To taki podstawowy żel do mycia twarzy, delikatny, o świeżym zapachu. Idealny do mycia twarzy rano, choć skład nie do końca zachwyca.
RECENZJA

2. Pat & Rub - tonik do twarzy
Wkrótce pojawi się recenzja. To już moje drugie opakowanie, trzecie jest w użyciu.
Tonik nie zawiera gliceryny, składa się niemal z samych wód roślinnych (różana, rozmarynowa, lawendowa, rumianek). Tonizuje, koi, lekko nawilża.

3. Clinique - Take the day off - balsam do demakijażu
Mistrz wydajności - miałam go przez niemal dwa lata, z czego dobre półtora roku stosowałam go regularnie. Dokładnie usuwa makijaż, jest przy tym delikatny (brak substancji zapachowych czy innych zbędnych substancji), idealnie nadaje się do masażu twarzy, nie jest przesadnie tłusty.
Na pewno będzie powrót, bo nawet przy dość wysokiej cenie jest bardziej opłacalny od niejednego tańszego produktu.
RECENZJA




1. Biovax - serum wzmacniające A+E
Biovax jak zwykle nie zawodzi, to już moje trzecie lub czwarte opakowanie tego serum. Zabezpiecza końcówki, nie zawiera alkoholu, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza włosów...czego chcieć więcej.
RECENZJA

2. Pharmaceris H - specjalistyczny szampon przeciwłupieżowy do skóry łojotokowej
Dobrze oczyszcza włosy, łagodzi swędzenie, włosy dłużej zachowują po nim świeżość. Stosowałam go raz na 7-10 dni w ramach zapobiegania nawrotom łupieżu i dla mocniejszego oczyszczenia włosów. W składzie ma kilka podejrzanych substancji, ale poza tym jest naprawdę dobry.
RECENZJA

3. The Secret Soap Store - Green Farm Line - olejek do ciała z białą herbatą
Mieszanka olejów, którą stosowałam do masażu ze szczotką w ramach walki z celulitem. Pachnie delikatnie herbatą, dobrze sprawdza się do masażu, ponieważ nie jest zbyt tłusty i dobrze się rozprowadza.



1. Seche Vite - Top Coat
Jeden z dwóch najlepszych top coatów, jakie miałam okazję stosować (drugim jest Sally Hansen Mega Shine). Szybko wysusza lakier, nabłyszcza i poprawia trwałość lakieru. Trochę gęstnieje pod koniec, ale i tak buteleczka wystarcza na bardzo długo.

2. Essie Grow Stronger - lakier bazowy
Dobrze się sprawdza jako baza, nie wiem, czy wzmacnia paznokcie, choć pod koniec używanai tej bazy rzeczywiście zauważyłam, że są mocniejsze - nie wiem, czy to jego zasługa.

3. Max Factor - Masterpiece Max - dobry tusz, przed długi czas był moim ulubieńcem, teraz jednak doszłam do wniosku, że KAŻDY tusz może być dobry, jeśli nałożymy go na bazę.

4. Receptury Babuszki Agafii - maska z glinką i wodą bławatkową
Standardowa maseczka glinkowa - trochę zwężała pory i odświeżała skórę, ale nie miała jakiegoś wielkiego wpływu na dłuższą metę. Była ok, ale bez rewelacji.



1. MediHeal Aquaring Ampoule Mask - na tę chwile zdecydowanie ulubiona maska w płacie :)

2. Ziaja Sopot Spa - maseczka nawilżająca
Ogólnie lubię maseczki Ziaji, ale ta to było takie...nic. Ma postać niebieskiego żelu z drobinkami, świeży morski zapach ale nie robi tak naprawdę nic. Przynajmniej nie zaszkodziła ;)





My Scheming - Cactus Essence Hydrating Black Mask
Bardzo polubiłam te czarne maseczki My Scheming, mają ciekawą "fakturę", są dość grube i miękkie, świetnie dopasowują się do kształtu twarzy i nie zsuwają się. Dodatkowo zapewniają bardzo dobre nawilżenie i rozjaśnienie skóry :)




Próbki:

Ziaja - Kozie Mleko - skoncentrowany krem nawilżający foto-ochronny
Intensywnie nawilżający krem, sięgnęłam po tę próbkę gdy miałam wyjątkowo przesuszoną skórę po całym dniu na słońcu i trochę pomógł :)

Phenome - 24-hour moisturizing system
Świetny krem, który uratował moją skórę po dłuższym używaniu pewnego specyfiku, który strasznie przesuszył mi skórę....Ten krem to natychmiastowa ulga dla skóry, cudowne nawilżenie i regenracja, ale bez uczucia tłustości czy ciężkości, można go stosować nawet na dzień. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania na zimę, byłby wtedy idealny.