niedziela, 18 września 2016

sierpniowe denko

Zapraszam na przegląd zużytych kosmetyków z sierpnia :)



1. Rituals Hammam Delight - pianka pod prysznic
Pianki Rituals mają niesamowicie przyjemną konsystencję i piękne, intensywne zapachy. Wersja Hammam Delight jest chyba moją ulubioną, pachnie eukaliptusem i rozmarynem (tak, że przeczyszcza zatoki :P) i w łazience pachnie tak, jak zapewne pachnie w tureckiej łaźni. Polecam :)

2. Bath & Body Works - Cucumber Melon - choć żele BBW bardzo lubię, to niestety ten zapach nie był do końca mój. Ogórek i melon to zapachy idealne na lato, ale jednak po raz kolejny muszę przyznać, że nie jestem fanką melona w żadnej formie ;)

3. Ziaja Intima - kremowy płyn do higieny intymnej
Przyjemny, świeży zapach i duża wydajność, ale to jednak nie to. Robił to, co miał robić, ale lepiej sprawdzają się u mnie delikatniejsze płyny bez SLES.




Hurtowo skończyły się trzy mydła w płynie...

1. Barwa - mydło w płynie zielona oliwka - przyjemny, świeży zapach, dobre właściwości myjące, ani nie przesuszał, ani nie pielęgnował. Poprawne.

2. Luksja Creamy - nawilżające mydło w płynie - linen & rice milk
To zdecydowanie ulubieniec z całej trójki. Bardzo przyjemny, delikatny zapach, mydło w ogóle nie przesuszało i miało świetną, kremową konsystencję.

3. Ziaja - Tamaryndowiec z zieloną pomarańczą - mydło do rąk w żelu
Pachnie świeżo, cytrusowo. Trochę przesusza skórę, ale stosowałam je w roli mydła kuchennego i świetnie radziło sobie z usuwaniem nieprzyjemnych zapachów i tłuszczu.



1. Femma everyay - Ultra-Soft płyn o higieny intymnej
Ten płyn sprawował się dużo lepiej, był bardzo delikatny i działał łagodząco. Zakupiony w części aptecznejw SuperPharm.

2. The Body Shop - Pinita Colada - kremowy scrub do ciała
Obawiałam się, że będzie bardzo delikatny (drobinki są głównie pochodzenia roślinnego, nie znajdziemy w nim cukru czy soli), ale przy tej swojej delikatności świetnie wygładzał skórę, po użyciu tego scrubu była jak wypolerowana :) Kolejny plus to nieziemski zapach - idealny dla fanek pina colady ;)

3. Organique - Spa & Wellness - Kozie Mleko & Liczi - Masło do ciała
Gęste, kremowe, ale lżejsze od wersji żurawinowej (KLIK).
RECENZJA





1. Tołpa dermo face rosacal - żel micelarny do mycia twarzy i oczu
To taki podstawowy żel do mycia twarzy, delikatny, o świeżym zapachu. Idealny do mycia twarzy rano, choć skład nie do końca zachwyca.
RECENZJA

2. Pat & Rub - tonik do twarzy
Wkrótce pojawi się recenzja. To już moje drugie opakowanie, trzecie jest w użyciu.
Tonik nie zawiera gliceryny, składa się niemal z samych wód roślinnych (różana, rozmarynowa, lawendowa, rumianek). Tonizuje, koi, lekko nawilża.

3. Clinique - Take the day off - balsam do demakijażu
Mistrz wydajności - miałam go przez niemal dwa lata, z czego dobre półtora roku stosowałam go regularnie. Dokładnie usuwa makijaż, jest przy tym delikatny (brak substancji zapachowych czy innych zbędnych substancji), idealnie nadaje się do masażu twarzy, nie jest przesadnie tłusty.
Na pewno będzie powrót, bo nawet przy dość wysokiej cenie jest bardziej opłacalny od niejednego tańszego produktu.
RECENZJA




1. Biovax - serum wzmacniające A+E
Biovax jak zwykle nie zawodzi, to już moje trzecie lub czwarte opakowanie tego serum. Zabezpiecza końcówki, nie zawiera alkoholu, przyjemnie pachnie, nie przetłuszcza włosów...czego chcieć więcej.
RECENZJA

2. Pharmaceris H - specjalistyczny szampon przeciwłupieżowy do skóry łojotokowej
Dobrze oczyszcza włosy, łagodzi swędzenie, włosy dłużej zachowują po nim świeżość. Stosowałam go raz na 7-10 dni w ramach zapobiegania nawrotom łupieżu i dla mocniejszego oczyszczenia włosów. W składzie ma kilka podejrzanych substancji, ale poza tym jest naprawdę dobry.
RECENZJA

3. The Secret Soap Store - Green Farm Line - olejek do ciała z białą herbatą
Mieszanka olejów, którą stosowałam do masażu ze szczotką w ramach walki z celulitem. Pachnie delikatnie herbatą, dobrze sprawdza się do masażu, ponieważ nie jest zbyt tłusty i dobrze się rozprowadza.



1. Seche Vite - Top Coat
Jeden z dwóch najlepszych top coatów, jakie miałam okazję stosować (drugim jest Sally Hansen Mega Shine). Szybko wysusza lakier, nabłyszcza i poprawia trwałość lakieru. Trochę gęstnieje pod koniec, ale i tak buteleczka wystarcza na bardzo długo.

2. Essie Grow Stronger - lakier bazowy
Dobrze się sprawdza jako baza, nie wiem, czy wzmacnia paznokcie, choć pod koniec używanai tej bazy rzeczywiście zauważyłam, że są mocniejsze - nie wiem, czy to jego zasługa.

3. Max Factor - Masterpiece Max - dobry tusz, przed długi czas był moim ulubieńcem, teraz jednak doszłam do wniosku, że KAŻDY tusz może być dobry, jeśli nałożymy go na bazę.

4. Receptury Babuszki Agafii - maska z glinką i wodą bławatkową
Standardowa maseczka glinkowa - trochę zwężała pory i odświeżała skórę, ale nie miała jakiegoś wielkiego wpływu na dłuższą metę. Była ok, ale bez rewelacji.



1. MediHeal Aquaring Ampoule Mask - na tę chwile zdecydowanie ulubiona maska w płacie :)

2. Ziaja Sopot Spa - maseczka nawilżająca
Ogólnie lubię maseczki Ziaji, ale ta to było takie...nic. Ma postać niebieskiego żelu z drobinkami, świeży morski zapach ale nie robi tak naprawdę nic. Przynajmniej nie zaszkodziła ;)





My Scheming - Cactus Essence Hydrating Black Mask
Bardzo polubiłam te czarne maseczki My Scheming, mają ciekawą "fakturę", są dość grube i miękkie, świetnie dopasowują się do kształtu twarzy i nie zsuwają się. Dodatkowo zapewniają bardzo dobre nawilżenie i rozjaśnienie skóry :)




Próbki:

Ziaja - Kozie Mleko - skoncentrowany krem nawilżający foto-ochronny
Intensywnie nawilżający krem, sięgnęłam po tę próbkę gdy miałam wyjątkowo przesuszoną skórę po całym dniu na słońcu i trochę pomógł :)

Phenome - 24-hour moisturizing system
Świetny krem, który uratował moją skórę po dłuższym używaniu pewnego specyfiku, który strasznie przesuszył mi skórę....Ten krem to natychmiastowa ulga dla skóry, cudowne nawilżenie i regenracja, ale bez uczucia tłustości czy ciężkości, można go stosować nawet na dzień. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania na zimę, byłby wtedy idealny.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Antipodes - Aura Manuka Honey Mask

Aura Manuka Honey Mask był pierwszym kosmetykiem tej marki, który miałam okazję wypróbować.
Antipodes to marka z Nowej Zelandii specjalizująca się w kosmetykach o naturalnych składach.


Antipodes
Aura
Manuka Honey Mask




Od producenta:

- maseczka zawiera miód manuka o właściwościach przeciwbakteryjnych i nawilżających;
- nawilża, regeneruje i przywraca równowagę skóry;
- pohutukawa - składnik bogaty w przeciwutleniacze




Skład:




Szczegóły techniczne

Maska ma postać lekkiego kremu o pięknym zapachu mandarynki i wanilii. Jest to aromat naturalny, pochodzący z olejków eterycznych. Po nałożeniu na twarz maska jest prawie niewidoczna (oczywiście zależy to od nałożonej ilości), więc raczej nikogo za jej pomocą nie przestraszymy.

Maska wchłania się prawie całkowicie, ja ją zmywałam, ale można również poprzestać na zabraniu nadmiaru wacikiem.

Opakowanie jest lekkie i praktyczne, można wydobyć zawartość do ostatniej kropli.




Moja opinia

Jest to dość nietypowy kosmetyk - maska, która oczyszcza i działa antybakteryjnie, ale równocześnie nie zasycha na skórze, nie przesusza a wręcz nawilża i odżywia.




Zauważyłam, że powoduje szybsze gojenie się wszelkich zmian a po jej zmyciu skóra jest gładka, miękka i promienna. Nawilżenie jest odczuwalne, ale nie uważam, żeby był to kosmetyk, który rozwiąże problem bardzo suchej skóry - to raczej taka przeciętna dawka nawilżenia, która zadowoli skórę normalną i mieszaną.

Stosowanie jest bardzo przyjemne, nie tylko ze względu na piękny, smakowity aromat, ale także na to, że nie zasycha, nie ma więc kłopotu z jej zmyciem czy rozprowadzeniem.

Uważam, że można ją polecić każdej osobie, która ma jakieś drobne niedoskonałości i zanieczyszczenia, ale przy tym stroni od kosmetyków agresywnych i wysuszających. To taki złoty środek :)


Dostępność

Do Polski możemy zamówić ją za pośrednictwem m.in. lookfantastic oraz eccoverde.


Cena

różnie - w zależności od waluty i sklepu to około 130-150 zł.





środa, 17 sierpnia 2016

spóźnione (ale za to wielkie!) denko lipcowe

Zapraszam na przegląd zużyć z lipca, jest tego naprawdę sporo!


Pielęgnacja twarzy:



1. Oskia Renaissance Cleansing Gel
Zużycie tego żelu zajęło mi pół roku codziennego używania, więc uważam że wysoka cena jest uzasadniona. Przyznam, że już za nim tęsknię - oczyszczał skórę rano bardzo delikatnie i nieinwazyjnie, mogę powiedzieć, ze nawet trochę ją nawilżał i balansował. Myślę, że będzie powrót.
RECENZJA

2. Jurlique Purely Age-Defying Nourishing Cleansing Oil
Bardzo dobry olejek do demakijażu o naturalnym składzie. W dodatku jest to jeden z tych olejków, które zmieniają się w emulsję w kontakcie z wodą i można go spłukać bez zabawy ze ściereczką. Sprawował się bardzo dobrze, w dodatku pięknie i relaksująco pachniał połączeniem lawendy i bergamotki.

3. Uriage - woda termalna
Kiedyś stosowałam zamiast toniku, obecnie jest to taki kosmetyk używany w razie potrzeby do spryskiwania maseczek, do kojenia podrażnionej skóry itp.

4. La Roche Posay Anthelios XL Dry Touch SPF50
Bardzo dobry filtr do twarzy dla cery tłustej i mieszanej. Matuje, nie zapycha, stanowi świetną bazę pod makijaż. Ostatnio testuję podobny filtr z Avene, wkrótce dam Wam znać, czy się sprawdza :)
RECENZJA

5. Lancome Hydra Zen Nuit
Bardzo lubię dzienną wersję tego kremu (RECENZJA), wersję na noc otrzymałam w zestawie jako dodatek. Zapach taki sam, jak w całej serii - piękny, kobiecy, delikatny. Krem był odrobinę bardziej treściwy od wersji dziennej, ale nie był tłusty. Ładnie nawilżał, koił i nie zapychał, ale sama nie wiem, czy warto aż tyle za niego zapłacić? Było miło, ale bez zachwytów.



Pielęgnacja włosów:



1. Planeta Organica - Morze Martwe - szampon wzmacniający
Kolejna butelka bardzo lubianego przeze mnie szamponu. Delikatny, świeży zapach, objętość, brak podrażnień, butelka z pompką. Czego chcieć więcej?

2. ProDerma profarm - Pokrzepol - odżywka do włosów
Odżywka o ziołowym składzie. Początkowo nie byłam nią zachwycona, ale okazało się, że nakładana na dłużej działa cuda - sprawia, że włosy są pięknie wygładzona i błyszczące, ale nie obciążone. Nie jest to odżywka do nakładania na minutę, gdy się spieszymy, ale jako maska sprawdza się bardzo dobrze.

3. L'biotica Biovax - Maska do włosów suchych i zniszczonych
To mój ulubiony rodzaj kultowej maski Biovax. Sprawia, ze moje włosy są mięsiste, jest ich jakby więcej, błyszczą się, pięknie pachną...Nakładana regularnie naprawdę poprawia kondycję włosów. Uwielbiam!

4. Olej z korzenia łopianu z ziołami (przepraszam za mało estetyczny wygląd butelki!)
Ten olej nie robił nic dla długości włosów, ale zauważyłam, że rzeczywiście ograniczył wypadanie. Nie wiem, czy przyczynił się do wzmocnienia cebulek na dłużej, ale na pewno stosowany regularnie sprawia, że włosów wypada mniej.


I jeszcze jeden włosowy kosmetyk:


Shea Moisture - Tahitian Noni & Monoi - Smooth & Repair Nourishing Hair Masque

Bardzo polubiłam wersję Yucca & Baobab (RECENZJA) i tutaj również oczekiwania miałam spore. Niestety, jedynym plusem w przypadku tego kosmetyku był jego piękny zapach - mieszanka kokosa i kwiatów, poza tym maska ani nie ułatwiała rozczesywania, ani jakoś specjalnie nie wzmacniała włosów. Włosy często wydawały się po niej spuszone, szorstkie a jednocześnie obciążone (tak, ja też nie myślałam, że to możliwe). Nie polecam.


Ciało:




Lush - Lord of Misrule - krem pod prysznic (edycja limitowana na Halloween)
Ciekawy żel o intensywnym zapachu paczuli i czarnego pieprzu (myślę, że panowanie też by nim nie pogardzili) i wściekle zielonym kolorze. Konsystencją bardzo przypominał żel The Comforter (czyli kremowy, nieprzezroczysty, ale dość rzadki) RECENZJA. Miła odmiana od "zwykłych" żeli, ciekawy, intensywny zapach (jeśli lubicie paczulę), ale zdecydowanie wolę klasyczne "żelowe" żele Lush'a, np. Rose Jam (RECENZJA). Są bardziej wydajne i mniej lejące.

Joanna Sensual - żel do golenia dla kobiet
Wiele pisać nie muszę, bardzo lubię te żele :)

Pat & Rub - Scrub cukrowy rozgrzewający
Co do właściwości, mogę powtórzyć wszystko z recenzji wersji rewitalizującej (KLIK), czyli porządne ścieranie ale i bogactwo olejów i maseł, które sprawiają, że nawet po spłukaniu skóra będzie natłuszczona. Ma to swoje plusy i minusy, wybór należy do Was. Ja lubię ;)
Zapach - bardzo udany, korzenny, ale nie sztuczny czy słodki, tylko taki prawdziwy zapach cynamonu, goździków i imbiru. Był świetny na chłodne dni, z nadejściem wiosny używałam go coraz rzadziej.




Joanna Sensual - plastry do depilacji z aloesem
Dobre, ale jednak znalazłam lepsze. Okazuje się, że o wiele lepiej pracuje mi się z plastrami Veet.

Golden Rose - zmywacz do paznokci o owocowym zapachu
Najlepszy zmywacz, jedyny, który jednocześnie skutecznie i szybko pomaga pozbyć się lakieru i nie wysusza skórek. W dodatku śmierdzi trochę mniej od innych ;)

Bath & Body Works - Lush Bamboo Waterfall - żel antybakteryjny do rąk
Niezbędnik w mojej torebce. Ta wersja zapachowa to coś w rodzaju dosłodzonego Mojito albo jakiś napój gazowany - świeżo-słodki i bardzo letni :)


Maski w płacie:



Medi Heal - Aquaring Ampoule Mask
Chyba najlepsza z dotąd wypróbowanych. Pięknie nawilża i wygładza, efekty są widoczne dość długo, fajnie dopasowana płachta.

My Scheming - Cactus Essence Hydrating Black Mask
Bardzo lubię te czarne maski My Scheming. Dobrze przylegają do twarzy, łatwo się dopasowują i przede wszystkim - świetnie nawilżają i rozjaśniają cerę.




Ziaja - Liście zielonej oliwki - maska regenerująca z kwasem hialuronowym
To taka podstawowa maseczka nawilżająca, po którą sięgam, gdy nie chcę kombinować a moja cera po prostu potrzebuje dobrego nawilżenia i ukojenia.

FlosLek - krem-maseczka do skóry z problemami naczyniowymi
Niezła maseczka, dobrze nawilżyła i wygładziła cerę, trochę ją ujędrniła.

niedziela, 24 lipca 2016

Phenome - Complete Blemish Cleanser - żel do mycia twarzy

Kto zajrzał na mojego bloga więcej niż raz, na pewno wie, że kosmetyki do oczyszczania twarzy to coś bardzo ważnego dla mnie, coś, co uwielbiam kupować, testować, o czym lubię czytać...Nie będzie przesadą stwierdzenie, że dobrze dobrane olejek do demakijażu i żel do mycia twarzy robią większą różnicę niż np. krem. 
Źle dobrany żel może sprawić, że skóra będzie przesuszona lub podrażniona, mogą pojawić się wypryski lub jej powierzchnia będzie szorstka...Wtedy nie pomoże nam żaden krem ani serum. 


Zapraszam na recenzję dobrze przetestowanego (zużyłam dwie butelki) żelu do oczyszczania twarzy.


Phenome
Sustainable Science
Complete Blemish Cleanser





Od producenta:

- delikatny żel do oczyszczania cery tłustej i mieszanej, ze skłonnością do niedoskonałości;
- formuła na bazie ekologicznych wód roślinnych;
- delikatnie, ale dokładnie myje skórę, bez efektu wysuszania;
- nie narusza bariery ochronnej skóry;
- odblokowuje pory, działa kojąco na zmiany trądzikowe, redukuje zaskórniki, usuwa nadmiar sebum;
- pozostawia skórę świeżą i matową.




Szczegóły techniczne

Pod względem konsystencji i zapachu bardzo przypomina mi mojego dawnego ulubieńca, czyli żel do mycia twarzy z Sanoflore (KLIK). Żel z Sanoflore został już dawno wycofany i od tamtej pory nie znalazłam niczego podobnego. 

Żel Phenome ma dość rzadką (ale nie nadmiernie lejącą) konsystencję o zielonkawym zabarwieniu.
Pachnie trochę cytrusowo i odrobinę ziołowo, jest to bardzo przyjemny, odświeżający aromat.

Jak zapewne domyślacie się, przy tak naturalnym składzie żel należy do kategorii niepieniących się, za to bardzo dobrze się rozprowadza, dzięki czemu jest wyjątkowo wydajny.

Pozostawia skórę odświeżoną i dobrze oczyszczoną, ale bez uczucia ściągnięcia.




Moja opinia

Do zakupu zachęcił mnie przede wszystkim naturalny skład. Już dawno przekonałam się, że nawet skóra mieszana potrzebuje delikatnych produktów do oczyszczania i od lat nie kupuję żeli z SLES.
Phenome pod tym względem jest jedną z ciekawszych polskich marek - składy ich kosmetyków są bardzo naturalne i wiele składników posiada certyfikaty.

Stosowałam go do mycia twarzy wieczorem, po uprzednim demakijażu. Pozostawiał skórę dobrze oczyszczoną i odświeżoną, ale nie powodował ściągnięcia czy przesuszenia, choć nie należy oczywiście do kosmetyków takich jak np. Oskia Renaissance Cleansing Gel (RECENZJA), które dodatkowo nawilżają i koją skórę. 




Jest to jeden z tych kosmetyków, których używanie jest po prostu przyjemne. Świeży, lekko cytrusowo-ziołowy zapach, delikatna żelowa konsystencja, która świetnie się rozprowadza i z łatwością spłukuje, bez pozostawiania żadnej warstwy sprawiają, że sięgałam po niego z przyjemnością co wieczór.

Co do właściwości przeciwtrądzikowych - dobre oczyszczanie robi swoje, choć oczywiście do zachowania dobrego stanu cery potrzeba więcej niż jednego produktu. Zauważyłam jednak, że w trakcie stosowania tego żelu (a zużyłam dwie butelki pod rząd) pojawiało się wyjątkowo mało niespodzianek i cera była jakby wygładzona i miła w dotyku.

Mogę go bardzo polecić jako uzupełnienie pielęgnacji cery mieszanej i tłustej - żel jest nieinwazyjny, na pewno mniej agresywny niż żele typu Effaclar czy Normaderm a świetnie oczyszcza, działa antybakteryjnie i jednocześnie łagodząco na już istniejące zmiany.

Pod odstawieniu zaczynam już za nim tęsknić, na pewno będzie powrót :)


Cena/pojemność

79zł/200 ml
(polecam czekać na okresowe promocje -20/30% na wszystko)




sobota, 23 lipca 2016

Pat & Rub - relaksujące masło do ciała - trawa cytrynowa i kokos

Zapraszam na recenzję kolejnego smarowidła do ciała :) Jest to kolejny kosmetyk z bardzo lubianej przeze mnie marki Pat & Rub. Dla zainteresowanych - sama marka podobno ma zniknąć, ale te same kosmetyki dostępne będą pod szyldem Naturativ - dotąd sprzedawane były pod tą nazwą tylko za granicą, teraz w Polsce również dostępne będą wyłącznie jako Naturativ. Składy i cała reszta nie ulegną zmianie, ceny również mają pozostać na obecnym poziomie, więc nadal będziemy mogły zaopatrywać się w ulubione kosmetyki, ale przyznam, że chyba będę tęsknić za szatą graficzną Pat & Rub :)


Pat & Rub
Masło do ciała relaksujące
Trawa cytrynowa i kokos





Od producenta
- zapewnia skuteczną pielęgnację skóry i odprężenie dla zmysłów;
- znakomicie nawilża i uelastycznia nawet suchą skórę;
- konsystencja kremu tortowego;
- pozostawia na skórze nietłustą warstwę ochronną;
- bogactwo składników pielęgnujących, m.in. masło shea, oliwkowe, kakaowe.




Szczegóły techniczne

Podobnie jak w przypadku wersji hipoalergicznej (KLIK) i otulającej (KLIK), zapewnienia o konsystencji kremu tortowego nie są przesadzone :) Jest ona rzeczywiście niesamowicie przyjemna, gęsta, kremowa, ale jednocześnie puszysta - nie jest to ani typowe, zbite masło ani lekki balsam. 

Masło dobrze się rozprowadza, nie ma problemów z wchłanianiem, ale rzeczywiście na skórze pozostaje delikatna warstewka ochronna, może nie być to więc najlepszy kosmetyk na upalne dni, ale przez pozostałą część roku będzie idealne. 

Przejdźmy do zapachu, czegoś, z czego kosmetyki Pat & Rub są znane. Według mnie, zapach serii relaksującej nie musi spodobać się każdemu. Ja mam mieszane uczucia - z jednej strony zapach jest przyjemny, wyczuwalny, ale nie przesadnie intensywny a z drugiej - budzi u mnie wyraźnie spożywcze skojarzenia, co niekoniecznie musi być pozytywne w przypadku kosmetyku. Opis bardzo zachęca - świeży aromat trawy cytrynowej i egzotyczna słodycz kokosa, ale...jeśli ktoś jest miłośnikiem tajskiego zielonego curry czy tajskich zup (przygotowywanych z mlekiem kokosowym i dużą ilością trawy cytrynowej), to zapach tego masła będzie kojarzyć się po prostu z obiadem ;) Pysznym, ale jednak obiad to nie coś, o czym chcemy myśleć podczas wieczornej pielęgnacji. 
Na szczęście zapach był na tyle delikatny, że nie raziło mnie to nadmiernie, ale jednocześnie nie przewiduję ponownego zakupu.

Dodam, że w przypadku balsamu do stóp z tej serii jest już lepiej, bo tam czuję głównie trawę cytrynową a więc jest bardziej świeżo i mniej spożywczo ;)




Moja opinia

Poza pewnymi zastrzeżeniami co do zapachu, byłam bardzo zadowolona z tego masła. Mogłabym tak naprawdę powtórzyć recenzję wersji hipoalergicznej i otulającej. Masło świetnie nawilża, ma niesamowicie przyjemną konsystencję, jest treściwe, ale nie tłuste. 

Utrzymuje skórę w dobrym stanie i nie dopuszcza do powstawania przesuszeń, nawet przy częstych prysznicach z udziałem niekoniecznie łagodnych żeli. 

Na pewno będę wracać do maseł tej marki (mam w zapasie dwie inne wersje zapachowe), ale relaksującą już jednak sobie odpuszczę. 

Polecam sprawdzenie zapachu przed zakupem - jeśli ten aspekt będzie Wam odpowiadał, to z całej reszty na pewno będziecie zadowolone. Jeśli nie, to możecie w ciemno kupować inne wersje zapachowe, są znacznie mniej kontrowersyjne ;)


Cena
regularna - 69zł/250 ml