poniedziałek, 6 lutego 2017

denko cz. 3 - pielęgnacja ciała

Czas na ostatnią część zbiorowego denka z kilku ostatnich miesięcy, tym razem czas na kosmetyki do pielęgnacji ciała. Zapraszam! :)




1. Alverde - Minze & Bergamotte - żel pod prysznic o zapachu mięty i bergamotki. Żele Alverde to jedne z nielicznych naturalnych żeli pod prysznic o przyjemnej konsystencji (nie glutek!) i zapachu. Są łagodne dla skóry a ten zapach wyjątkowo dobrze sprawdzał się w ostatnie ciepłe dni minionego roku :)

2. Bath & Body Works - Country Chic
Jeden z moich ulubionych zapachów BBW, kojarzy się z latem i słońcem i jest przy tym niebanalny. Lubię i pewnie kiedyś wrócę :)

3. Balea Sweet Smoothie - kremowy żel pod prysznic o genialnym zapachu serniczka z aromatem cytrynowym. Szkoda, że zapach jest dość słabo wyczuwalny i opakowanie nie do końca praktyczne, ale i tak używało się przyjemnie.





1. Bath & Body Works - Pinita Colada - żel pod prysznic
Bardzo przyjemna nowość od TBS, żel pachnący Pina Coladą (ale więcej w nim ananasa niż kokosa), gęsty, kremowy, ale dobrze rozprowadza się po skórze. Polecam całą serię!

2. The Body Shop - Fuji Green Tea - żel pod prysznic
Seria Fuji Green Tea pachnie świeżo-herbacianie, bardzo udany zapach, choć raczej na ciepłe dni niż na zimę - o ile oczywiście dopasowujecie zapachy do aury za oknem ;)

3. Lush - Rose Jam - żel pod prysznic
Kolejna butelka mojego ukochanego żelu o zapachu marmolady różanej. Genialny!




1. Green Pharmacy - rumianek lekarski - mydło w płynie
Mydła GP są godne polecenia, wydajne, mają przyjemne, ziołowe zapachy, dobrze oczyszczają bez nadmiernego wysuszenia. Lubię do nich wracać :)

2. Balea - Liebesvoll - mydło do rąk o zapachu słodkiego jabłka
Opakowanie cieszyło oko, ale sam zapach mydła nie powalił, nieokreślony, jabłkowy zapach, poza tym trochę wysuszało skórę.

3. Isana - mydło do rąk o zapachu rabarbaru
Bardzo miło je wspominam, bardzo realistycznie pachniało rabarbarem, miało przyjemną konsystencję i kolor, nie wysuszało. Mam nadzieję, że ta wersja zapachowa jeszcze kiedyś wróci :)



1. Balea - Pink Grapefruit & Frische Kick - żele do golenia
To zdecydowanie moje ulubione żele do golenia, bardzo ułatwiają całą procedurę, zapobiegają podrażnieniom, ładnie pachną, nie spływają, są wydajne i niedrogie...

2. AA Intymna - Baby Girl - emulsja do higieny intymnej
Wybrałam tę wersję ze względu na brak SLES-u. Była łagodna i wydajna, mogę polecić :)




1. Vichy - antyperspirant
Komentarz zbędny - używam go od lat i na razie nie planuję zmienić na nic innego. Eksperymenty z naturalnymi dezodorantami nie przekonały mnie do zmiany, choć chętnie znalazłabym jakąś zdrowszą alternatywę...Skuteczność nadal jest jednak dla mnie priorytetem w tej kwestii.

2. Bath & Body Works - Papaya Sunset - żel antybakteryjny
Te żele zawsze mam w torebce. Wersja Papaya Sunset była bardzo udana, zapach przypominał egzotyczny koktajl :)




1. The Body Shop - Pinita Colada - masło do ciała
Zapach Pina Colady z przewagą ananasa nad kokosem, w porównaniu do innych maseł The Body Shop, ta wersja jest średnio gęsta, na pewno nie przypomina zbitej konsystencji masła z linii Shea czy Cocoa Butter, ale nie jest też najlżejsze. Bardzo przyjemnie używało mi się go latem, choć w te najbardziej upalne dni było odrobinę za ciężkie.

2. Phenome - Revitalizing Body Balm
Konsystencja i nawilżenie typowe dla innych balsamów Phenome, czyli zaskakująco dobra moc nawilżenia przy lekkiej, wręcz wodnistej konsystencji. Świeży, roślinny, herbaciany aromat bardzo przypadł mi do gustu. Być może kiedyś skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.




1. Natura Estonica bio - Purple Acai Body Scrub
Solny peeling do ciała o zapachu owocowych landrynek. Polubiłam go za dobrą moc ścierania i brak tłustej warstwy przy jednoczesnym braku efektu wysuszenia. Preferuję peelingi cukrowe (solne lubią podrażnić tu i ówdze), ten jednak przypadł mi do gustu.

2. The Body Shop - Smoky Poppy - peeling do ciała
Tutaj mam mieszane uczucia. Moc ścierania określam jako przeciętną, zapach był specyficzny - mydlano-perfumowy, do tego peeling pozostawiał jakąś dziwną, tłustawą warstwę...



1. Pat & Rub - balsam do stóp z trawą cytrynową i kokosem
Jeden z lepszych kremów do stóp, jakie miałam. Stosowany regularnie zapewnia miękką i nawilżoną skórę stóp. Opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne. Nie jestem wielką fanką zapachu serii relaksującej (jest trochę mdła, poza tym trawa cytrynowa+kokos to dla mnie połączenie charakterystyczne dla kuchni tajskiej, nie dla kosmetyków), ale w przypadku balsamu do stóp przeważają świeże nuty, więc nie było źle.

2. Palmer's - Coconut Oil Formula - krem do rąk z kokosem
Był to kokos w wersji "surowej", niezbyt słodkiej, co uważam za plus. Bardzo dobrze nawilżał dłonie, był może odrobinę zbyt treściwy do stosowania w ciągu dnia, ale na noc sprawdzał się idealnie. Polecałabym go też na zimę czy do bardzo suchej skóry dłoni.


2 komentarze :

  1. Rose Jam od Lusha chciałabym kiedyś spróbować, bo słyszałam o nim wiele dobrego i uwielbiam różane zapachy w kosmetykach. Balsam do stóp od Pat & Rub również miło wspominam, świetne działanie oraz konsystencja. Natomiast zainteresowałaś mnie żelami do golenia Balea. Zazwyczaj sięgam po Isanę, ale już mi się trochę znudziła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapachu róży w kosmetykach nie za dobrze znoszę ale zapach różanej marmolady już bardziej mi odpowiada. Muszę się rozejrzeć za rose jam bo przyznam szczerze że wcześniej nawet nie wiedziałam że mają go w ofercie;)
    Z Palmers'a mam krem do rąk z surowym masłem shea i fantastyczny ale podobnie jak ten z kokosem lepiej sprawdzi się na noc.
    Zapach zielonej herbaty z TBS jest jednym z moich ulubionych.

    OdpowiedzUsuń